Good Spy

Dobrzy szpiedzy w słusznej sprawie.

Good Spy

Afryka płonie w konflikcie.

W ostatnich miesiącach ponad 200 000 ludzi uciekło, walcząc na wyżynach Południowego Kiwu, regionu należącego do Demokratycznej Republiki Konga. Długotrwała walka o ziemię i władzę doprowadziła do podpaleń wiosek w tym rejonie i setek zabójstw.

Koalicja milicji wywodząca się ze społeczności Babembe, Bafuliru i Banyindu – które uważają się za „rdzennych” Kongijczyków – walczy z Banyamulenge, grupą hodującą bydło o rwandyjskim pochodzeniu, często pogardliwie traktowanych jako osoby z zewnątrz.

Grupy kongijskich rebeliantów są podejrzane o udział w przemocy, która koncentruje się na Minembwe i Itombwe – odległych górzystych obszarach, gdzie wielu Banyamulenge mieszka od pokoleń.

Według niektórych szacunków ponad 100 wiosek – w większości Banyamulenge, zostało w ostatnim czasie doszczętnie spalonych. Ludność cywilna została okradziona z bydła (jedynego źródła dochodu), a część z nich zamordowana. Pasterze w najbliższym czasie planują kampanię wypędzenia bojwników ze swoich wiosek w Minembwe i Itombwe.

Wszystko to dzieje się pod raderem Organizacji Narodów Zjednoczonych, której siły stacjonują w Kongu ze względu na panującą w tym kraju epidemię eboli.

Relacje między społecznościami pogorszyły się po zabiciu przez bojowników Banyamulenge tradycyjnego wodza Banyindu znanego jako Kawaza Nyakwana w maju 2019 roku. Jego śmierć wywołała cykle ataków zemsty, które okazały się trudne do powstrzymania.

W ostatnich tygodniach doszło do jeszcze większego nasilenia starć, gdy milicja znana jako Mai-Mai znajdująca się w pobliżu miasta Minembwe, zaatakowała grupę wysiedlonych obywateli Banyamulenge, którzy szukali ochrony wokół bazy pokojowej ONZ.

Mieszkańcy, pracownicy pomocy i badacze z Konga potwierdzają, że lokalne napięcia nasilają się również dzięki obecności zagranicznych grup rebeliantów z sąsiedniej Rwandy i Burundi.

Rebelianci mają bazy we wschodnim Kongu i uważa się, że współpracują z bojownikami po obu stronach, dostarczając broń, siłę roboczą i złożony wymiar regionalny do już wielowarstwowego konfliktu lokalnego.

Odwieczny konflikt

Rozległy obszar szmaragdowo zielonych wzgórz, wyżyny South Kivu jest domem dla dziesiątek lokalnych milicji i plemiennych grup rebeliantów, które walczą z różnych powodów z przerwami od dziesięcioleci.

W centrum wielu konfliktów znajduje się Banyamulenge – społeczność pasterska, która masowo migrowała tutaj z Rwandy w XIX wieku .

Kiedy koloniści belgijscy rzeźbili Południowe Kivu na różnych terytoriach wzdłuż linii etnicznych , Banyamulenge było jedną z niewielu społeczności, której odmówiono „własnego zwierzchnictwa”. Wielu oznakowało ich jako outsiderów i zakwestionowało ich prawo do obywatelstwa.

W obliczu dyskryminacji pod koniec lat 90. duża liczba Banyamulenge przyłączyła się do buntów kierowanych przez Rwandę przeciwko kongijskiemu rządowi – celowo zainicjowanych po tym, jak ludobójcy Hutu schronili się we wschodnim Kongu.

Ta współpraca z Rwandą zaostrzyła negatywne uczucia wobec nich, ponieważ wiele sąsiednich społeczności ucierpiało z rąk obcych i rebeliantów. Setki cywilów z Banyamulenge zostało zamordowanych przez milicje i kongijskie siły rządowe.

Podczas gdy wojny domowe na pełną skalę zakończyły się w Kongo, dążenie Banyamulenge do terytorium i akceptacji oraz zbrojny opór ze strony innych społeczności nie zakończyły się. 

Eksperci z ONZ twierdzą, że potyczki w ostatnich latach były powszechne, ale walka na obecną skalę jest bezprecedensowa.

Ponad 200 000 osób przesiedlonych w ostatnich miesiącach stanowi około 60 procent populacji w dotkniętych atakami strefach Itombwe, Minembwe, Fizi i Nundu, zgodnie z najnowszym raportem międzynarodowych agencji pomocowych działających w tym regionie. 

Raport mówi też, że szkoły, apteki i szpitale zostały zniszczone, co zakłóca szczepienia, gdy śmiertelna epidemia odry i epidemii cholery rozprzestrzenia się w Kongo.

Zagraniczni bojownicy

Konflikt został wywołany przez kampanie nienawiści w mediach społecznościowych i protesty uliczne – niektóre z nich były organizowane tysiące kilometrów od Kongo, chociażby w Manchesterze w Wielkiej Brytanii.

Mówi się, że rebelianci z Burundi wrogo nastawieni do prezydenta Pierre Nkurunziza połączyli siły z Mai-Mai, podczas gdy bojownicy Banyamulenge zostali oskarżeni o ukrywanie członków Rwandyjskiego Kongresu Narodowego (RNC), grupy zbrojnej przeciwnej prezydentowi Paulowi Kagame.

Burundi i Rwanda są skłóceni od 2015 roku , kiedy Nkurunziza kandydował na trzecią kadencję prezydenta Burundi, wywołując falę przemocy politycznej i silne potępienie ze strony Kagame prezydenta Rwandy, który jednocześnie oskarżył przywódcę Burundi o szkolenie i wspieranie zbrojne bojowników RNC (informacje te potwierdziło dochodzenie Organizacji Narodów Zjednoczonych).

W konflikt wmieszałą się też, armia kongijska, która wysłała dodatkowych żołnierzy do Minembwe, ale mieszkańcy twierdzą, że stoją obok, podczas gdy ich wioski są atakowane. Misja pokojowa ONZ w Kongo, MONUSCO, również wzmocniła swoją obecność i wezwała bojowników do rozbrojenia – jak dotąd bez powodzenia.

Grupy pomocy mają ograniczoną możliwość działania i walczą o dostęp do niektórych obszarów z powodu ulewnych deszczy, które uniemożliwiły korzystanie z większości dróg. Sytuacja jest tak trudna, że osoby przesiedlone podczas walk we wrześniu otrzymały racje żywnościowe dopiero w październiku.

W ubiegłym tygodniu grupa znanych, kongijskich polityków wezwała rząd do zorganizowania dialogu między społecznościami – drugiego w ostatnich miesiącach, ale przywódcy Banyamulenge powiedzieli, że nie będą uczestniczyć w nowych rozmowach, dopóki ich wioski będą nadal atakowane.

Spór niebezpiecznie się zaognia, a biorąc pod uwagę, że biorą w nim udział plemiona znane z walk Tutsi i Hutu istnieje duże ryzyko ludobójstwa.

Absolwent dziennikarstwa i politologii na Uniwersytecie Śląskim. Z zamiłowania podróżnik i fan piłki nożnej.